in the crossfire 2005-09-08 09:24:00

antypilkomanka.blog.pl się skończył. teraz zapraszamy na mart.blog.pl. powiedzcie o tym swoim znajomym.

na nową drogę życia w toruniu nowy blog.

pozdro600.

skomentuj (0)

i'm losing more than i'll ever have 2005-09-04 19:40:03

chyba muszę zakończyć mój romans z panią wódką. zdecydowanie niekorzystnie na nim wychodzę i nie chodzi tu tylko o względy finansowe, które zresztą nie są wcale bez znaczenia. ważniejsze w tym wypadku są inne sprawy związane z możliwościami mojgo żołądka i wątroby na czele, ale i aspekty psychiczne nie są wcale takie znowu nieważne. więc, nie chodzi tylko o to, że jak wracam rano z imprezy, to jestem wymięta fizycznie, z wnętrznościami w dziwnym stanie, po przespaniu 3 godzin na czymiś łóżku albo i w innych dziwnych miejscach [co się zdarzało przecież nej raz], ale o to, że przez tą cholerną wódkę za każdym razem kończę źle: ostatnio tendencja się zmieniła i zamiast wisieć nad kiblem 3 godziny siedzę sobie w jakimś mniej lub bardziej ustronnym miejscu i pochlipuję jak baba od wosu, która po wódce siada w fotel, zaczyna płakać i mówić, że boi się szatana i nie chce iść do piekła. no i ponieważ po tym rano wyglądam gorzej niż po rzyganiu [ale jak to mówią, jak nie ma pawia, to co to za impreza], trzeba sytuację zmienić. ale tu pojawia się problem egzystencjalny: jak? no bo przecież bez używek bawić się nie da. po jednym piwie mię żołądek boli, wino nie wchodzi w ogóle, a na jakieś wydumane drinki nie mam kasy, więc z alkoholi pozostaje tylko pani wódka. teoretycznie są jeszcze dragi, ale jakoś tak się nie układa nigdy i zawsze zostaję sam na sam z wodą ognistą. a jak to się kończy wszyscy widzieli w różnych wersjach. bardzo bym chciała coś z tym zrobić, ale nie wiem co.
a te przemyślenia mię naszły po kolejnej imprezie, kiedy siedziałam sobie na dworzu o godzinie późnej. było zimno, a ja ni chuja nie chciałam się ruszyć, bo pomimo tej niskiej temperatury było mi tam całkiem dobrze, a perspektywa wchodzenia na 3. piętro wydawała mi się w ogole nie nęcąca. w ogóle nic nie jest nęcące, bo nawet oka w takich stanach nie chce mię się otworzyć.
mam kilka kijowych zdjęć, które wrzucę jutro, bo dziś z powodów oczywistych mię się nie chce.

skomentuj (4)

look at us through the lens of a camera, does it remove all of our pain? 2005-08-31 13:54:51

od jakichś trzech czy czterech dni non stop słuchałam 'neighborhood #2' arcade fire i w końcu stwierdziłam, że mam dość. ile można słuchać jednej [słownie: jednej] piosenki? co prawda jest zacna, ale to nie zmienia faktu, że po takiej dawce może się coś w głowie poprzestawiać. więc włączyłam inny zacny zespół, który to odkryłam dzięki mtv.tak jak i zresztą kaiser chiefs, thirteen senses, block party, brendana bensona, razorlight, the futureheads i maximo park, które przesłuchałam jak dotąd chyba raz. naturalnie prawie nikt o nich w polsce nie słyszał, a kaiser chiefs i the futureheads widziałam na brytyjskim mtv [o ile nie puszczali akurat the killers]. bo wyspiarze się jednak lepiej znają na muzyce. dlatego nikt mnie nie zmusi, żebym oglądała jakieś szajsy typu sopot by tvp1 albo tvn [różnicy nie ma żadnej]. radia też nie warto słuchać, bo nawet w trójce lecą jakieś dziwne kawałki, przed którymi uciekałam z zetki [kiedyś kiedyś, teraz to zetka króluje jeśli chodzi o bajm, kombi itp.]. ostatecznie mogłabym słuchać trójki wieczorami, ale pana kostrzewy nie ma [na wakacje tylko czy w ogóle?]. wiec nawet mi się nie chce włączać. na kompie zostało mi chyba z 10 albumów, bo ojciec stwierdził, że zapycham dysk i kazał mi pokasować. więc nagrałam wszystko na 2 płyty dvd [cały mój muzyczny dobytek na 2 płytach, jakie to jest smutne], a zostawiłam te tylko, których ostatnio słuchałam, albo mam wielki plan przesłuchać. nie wiem po co mu 45 gb wolnego miejsca, no ale jest.

a jak ilu była u mnie, to pierwszy raz od 'shreka 2' byłam w naszym miejskim szitowym kinie na amerykanskim horrorze czy thrillerze [nigdy nie wiem czym się różnią]. nawet jakoś przeżyłam te fotele, od których się odzwyczaiłam na rzecz niewygodnych, ciasnych w rejsie, i nie ogłuchłam od poziomu głośności, który jest chyba dostosowany do ludzi z potężną wadą słuchu. film był miejscami nawet [!!!] straszny [ilu podskoczyła ;D ], ale żeby dorównywać z schizolskości 'white nosie' [który to wchodzi właśnie do polskich kin jako 'głosy'] to nie ma mowy.

a poza tym, to znów zaczęłam czytać politykę. od czasów matury z wosu nie miałam jej w rękach, no ale znów mię wróciła ochota, szczególnie, że wybory itd. bo mart ma ambitny plan głosowania. ze swoich praw trzeba korzystać, a nie marudzić i olewać system jak pewien zblazowany młodzieniec, który mówi 'fak de system' i pozuje na jakiegoś renegata, który nie zaprząta sobie głowy takimi śmieciami jak polityka.
i ostatnio miałam znów jakiś rewolucyjny zryw romantyczny [jak to polak ma w zwyczaju] i chciałam jechać na białoruś i szerzyc tam demokrację. pewnie w ogóle by mnie tam nie wpuścili, ale żeby chociaż jakąś małą manifestację zrobić. czy coś. bo od siedzenia w domu od ponad 3 miesięcy może się człowiekowi nudzić, a wtedy przychodzą do głowy najdziwniejsze pomysły.

a starzy założyli mi konto w banku [wreszcie!], ale na razie nie mogę ruszyć kasy, bo nie mam jak :] a w portfelu 20 zł :]

skomentuj (14)

when daddy comes home you always start a fight so the neighbors can dance in the police disco lights 2005-08-27 21:18:41

[chciałam napisać porywającą notkę o tym, jak ilu przyjechała i co ciekawego robilyśmy, ale zebrać się nie mogę, natchnienia ni chuja, a że trzeba coś napisać, to wiem. więc napiszę tylko, że było bardzo fajnie i że na żaden festiwal wina niemieckiego w berlinie nie jadę 8) a tu są fotki z naszego mini-biwaku. to tak jakby ktoś nie wierzył, że ilu była i wytrzymała z mart czy coś w tym stajlu.]

[słuchajcie the arcade fire i editors, bo są zacni.]

update: mart gra w super tuska ;D

skomentuj (18)

but all i found was cigarettes and alcohol 2005-08-22 18:44:25

nie chce mi się robić nowego layouta, zapewne zostanie ten, standardowy i dostepny dla każdego, dopóki mi nie zbrzydnie. może jakieś drobne poprawki wprowadzę, typu wielkość czcionki czy coś w tym guście, ale chyba nie bardzo mię się chce nawet, więc pozostanie ten, bo jest skromy i użyteczny, jak ja.
nie wiem, co u mnie ciekawego słychać. zasadniczo to oasis, ale czasem dla odmiany ostrego. albo tego cholernego sigur rósa z wyrzutami sumienia, więc nie tak często. książek nie czytam, bo mię się nie chce zupełnie, więc wieczorami bujam się na huźdawkach albo siedzę przy kompie robiąc nic nijakiego rodzaju [wiem, że nikt, no oprócz obełoka, '101 reykjavik' nie oglądał, ale to nic]. i tak kończą się kolejne dni najdłuższych wakacji w życiu. być może, że się ożywię w środę z okazji przyjazdu ilu i nawet dotrwam w tym radosnym stanie do czwartku z okazji jednonocnego biwaku w dikej u made. więc oby to tak wyszło. żadnego planu nie robię, choć to lubię, bo sama dobrze wiem, że jeśli będę planować, to wszystko wyjdzie do dupy, czyli nie wyjdzie nic. dlatego cieszmy się chwilą itd. może akurat przez przypadek będzie miło.

nalak ostatnio wynalazł w necie [w interniecie wszystko znajdziecie] stawkę z jedną nerkę. 250 000 zł. całkiem przyjemna sumka, która piechotą nie chodzi [ani nie biega]. no ale kto by chciał kupić taką rudą nerkę, która przefiltrowała hektolitry piwa i innych trunków? bo że płuca nikomu nie wcisnę, to pewne :F ale taka nerka jeszcze w miarę sprawna, działa jako tako, więc jak popadnę w długi, to pomyślę o tym z większą uwagą. taka perspektywa na przyszłość.

margo mówi, że widziałaby mnie jako frytę. zastanawiam się, ile w tym prawdy. wszak być frytą nie jest tak trudno. tylko że musiałabym sobie kupić w końcu coś różowego [no bo jak prawdziwa fryta bez różu?]. chyba że bym była taką alternatywną frytą, co woli czarny :P nie nie, już zaczynam kombinować. niech będzie już ten róż, może się przyzwyczaję. drugi krok będzie boleśniejszy: blond włosy, a przynajmniej pasemka [czyt. w moim wypadku urokliwe żółte]. nie wiem, czy powinnam to mówić, ale moja ulubiona fryzjerka w takich to pasemkach mię widziała oczyma duszy swojej. [więc to już druga osoba, która przewiduje moją przyszłość we wcieleniu fryty. śmiać się czy płakać?] no i w końcu musiałabym się nauczyć chodzić na obcasach. hmm, to już chyba za dużo, jak na jedną biedną mart. ale z drugiej strony... :F

tak sobie gadam bzdury, a kawa mię wystygła, co zresztą nie jest niczym nowym, bo zawsze mi zdąży wystygnąć, zanim się do niej nie zabiorę. ciekawe ile kawy będę piła w toruniu? pewnie po roku będę miała wrzody, raka płuc od papierosów i marskość wątroby od alkoholu. ale za to jakie życie bedie przyjemne [przynajmniej przez jakiś czas].

btw, zapraszamy wszystkich na biwak w dk w dniach czwartek-piątek z namiotami najlepiej własnymi, trunkami, szlugami i ziołami swoimi lub też tym ostatnim wypadku do podziału, oczywiście za należytą opłatą. nie wiem o której dokładnie, ale jakby co, to pytać można :] podpisano: mart, organizator, któremu nigdy nic nie wychodzi :P

pozdro600 i szczypawki pod zabawki ['a to to było po karaluchy pod poduchy?' :P ]

wyszło mi bez ładu.

skomentuj (13)

bem-vinda vontade* 2005-08-16 11:44:36

mart przeczytała 'dumę i uprzedzenie' prawie że jednym tchem. okazało się, że mart jednak trochę lubi takie naiwne pitu pitu dla romantycznych dziewczątek. no cóż, wszak kiedyś mart sama była trochę romantyczna. trochę. w każdym bądź razie, serial się ściaga [taaa, na 2,7 gb ukończone ok. 70 mb :F ]. ach ach, piękny pan darcy tudziez piękny pan firth :]

znów się robi pogoda [chociaż żeby do końca sierpnia się taka utrzymała], więc mart znów się rowerzy po okolicy. w końcu coś trzeba ze sobą wreszcie zrobić. najlepiej byłoby: przede wszystkim nie mieć matury, która to zadziałała stresogennie i kazała wchłaniać [za] duże ilości słodyczy, czego skutki widać do dziś, albo przydałby się wyjazd do bułgarii, w której nic w zeszłe wakacje nie jadłam, oprócz arbuza na śniadanie. dieta cud lepsza może nawet niż grypa żołądkowa.
poza tym, jedziemy z nalakiem na adapciak do zakopanego, co jest pomysłem z lekka poronionym, gdyz ponieważ nie lubię łazić po górach. ale ostatecznie nikt mnie tam do niczego nie będzie zmuszał, więc będę łazić po krupówkach, albo pić piwo z biedronki, gdyż mamą przestrzegła mię, że na krupówkach piwo drogie. więc coby za wczas troche tego piwa spalić, to trzeba pojeździć.

*nigdzie w necie nie mogłam znaleźć tekstów z 'bem-vinda vontade' więc pozostał mię tylko tytuł płyty, zamiast pojedynczych, wyrwanych z kontekstu linijek, które nigdy nie miały nic wspólnego z treścią notki, ale lubiłam je ustawiać jako temat, bo nigdy tematu wymyślić nie mogłam, a tak chociaż wiadomo było czego w danym momencie słucham. chociaż wracając do mice parade, to uważam, że 'obrigado saudade' jest lepszy, ale i ten album nie jest zły, wiec już nie marudzę. uff.

update: ściągnęłam nowy album sigur rós. jakim zaskoczeniem był dla mnie fakt, że tenże jeszcze nie wyszedł. poczułam się głupio z ta świadomością. bo co innego ściągać jakieś starsze płyty albo kopiować z płyt z biblioteki, a co innego tak haniebnie postępować wobec zespołu, który szanuję i lubię. jestem zwykłym parszywym złodziejem. mogłabym obiecać, że nigdy już nie przesłucham 'takk', ale to byłoby trudne do wykonania. więc oprócz tego, że czuję się na prawdę źle, to niewiele z tym mogę juz zrobić. ale gdyby np. zechciało im się ruszyć tylki do polski, to bym wydała każdą kasę na bilet. ale że poland holand jedna cholera, to nie liczę, że zawitają do naszego pięknego kraju, w którym przynajmniej jest cieplej niż u nich 8)
koniec.

skomentuj (8)

album still contains no lyrics 2005-08-12 12:01:35

wydaje się, że mamy mieszkanie. wszystko niby jest ok, obie na 100% przyjęte, zaliczka wpłacona, nawet na zajęcia bedę miała 3 kroki, a nalak 3 kroki też, ale na przystanek. ale ponieważ nic łatwo nie przychodzi, jestem podejrzliwa. że niby tak łatwo wszystko się udało? ojciec zadzwonił, pojechaliśmy, zobaczyliśmy, umowa podpisana, klucze od 15 września. i co? koniec? żadnych niespodzianek typu jeden pokój zamiast dwóch, dodatkowi kolatorzy, ruinowate wnętrze, menelska okolica, wyrolowania przez 'właściciala', który w każdej chwili może okazać się nie-waścicielem? wszystko to jest grubo podejrzane. dlatego mam coraz wiecej obaw.
poza tym boję się, że będę sama na wydziale [obok 250 innych osób, których ni chuja nie będę znała i, co najgorsze,lubiła]. to nie moja wina, że nie umiem tak szybko nawiązywać znajomości. olaboga, przez 5 lat nie będę nikogo znała. oprócz nalaka. chyba zostanę w domu z mamusią i tatusiem.

ściagnęłam sobie the departure, ale nawet nie chce mi się przesłuchać. i tak pewnie znowu to samo: świeża krew, gitary, zgrabne życiowe teksty blablabla. nie chce mi się zasadniczo nic słuchać z tego co już mam, bo wszystko jest takie samo, osłuchane albo niezachęcające do przesłuchania. dlatego ciągle się kręcę wokół interpola, choć stella już od jakiegoś czasu jest drażniąca. ale 'antics' ciągle mnie jeszcze w jakiś sposób kręci. dobre i to.

dosyć mam tej cholernej bułgarskiej pogody. byloby miło, gdyby latem było lato, a nie to, co jest teraz i co raczej przypomina nie-przyjemną jesień, niż lato stulecia. nie lubię, kiedy pada, bo robie się wtedy wyjątkowo upierdliwa i nie do życia. nic mi się nie chce, wszystko mnie irytuje, o ile mam jeszcze siły się irytować.

nawet tej notki mi sie nie chce pisać. żebym jeszcze chociaż wenę miała. i żebym przestała w kółko myśleć o sobie?

update: kurwa.

skomentuj (11)

Księga Gości